wtorek, 28 stycznia 2014

Gdzie do cholery posiałam kalendarz!

Co roku to samo.Kupuję nowy kalendarz w styczniu. No raz zdarzyło mi się w grudniu.
Później do lutego przepisuję z poprzedniego do nowego ważne daty, ważne i nowe nr telefonów, rocznice itp. Zapisuję sobie również hasła do portali przeróżnych, poczty i blogów.Nie sądzicie chyba , że ten to mój jedyny :) I przypomniało mi się po roku z haczykiem. Oj przesadziłam , w maju będzie rok , jak napisałam na tamtym blogu ostatniego posta. Przypomniało mi się, że tam się uzewnętrzniam nieco inaczej, nieco subiektywnie, złośliwie i czasem męcząco dla czytaczy. Chciałabym się tam odezwać, ale skąd do cholery mam wiedzieć jakie sobie tam wymyśliłam hasło, a mailu nie wspominając?

Kalendarz jest mi potrzebny też po to by, sprawdzić o której godzinie mam dziś psychologa. Nie mogę tam co tydzień dzwonić i pytać "a przepraszam , dziś na którą?" Jak żyć ja się pytam.
Muszę jednak przyznać , że nie jestem jedyna z tą postępującą sklerozą ( tylko kto jej dał siedmiomilowe buty?) Otóż rozmawiam rano ( koło południa) z Edzią. Tą od psiapsółką bizneswoman. Firmowe sprawy też zapisuje w kalendarzu ale już pozostałych nie. Wystała się wczoraj kilka godzin na mrozie, potem wpadła do nas na szybką herbatkę; malinowego grzańca i mówi , że już jedzie do siebie bo z zimna tyłek jej odpadnie. Doradziłam jej by po powrocie wzięła długą ciepłą kąpiel.A wiem , że może sobie na to pozwolić bo mąż z córką wyskoczyli na narty na kilka dni. Mądra jest i posłuchała.Odkręciła wrzątek i wyszła jeszcze odebrać telefon od znajomej.Skończyła z nią gadać.Przypuszczam że po półtorej godzinie.Raczej nie krócej.Wchodzi do łazienki.Szlag! Pełna wanna wody, a nadmiar wylewa się górnym odpływem.On chyba po to służy :) Więc zakręciła wodę i żeby móc wejść spuściła trochę wody z wanny.No ale wrzątek jak cholera.Więc odkręciła zimną iiiiii.....i zadzwonił telefon.Zagadała się z jakimś rodzicem ze szkoły ale nie na tyle , żeby zapomnieć że ma się wykąpać.Kiedy już skończyła, wanna była przepełniona lodowatą wodą. Wkurzyła się spuściła wodę i poszła spać brudna i zmarznięta. Taka to moja Edzia :)
Częstotliwość , z jaką dodaję posty na blogu woła o pomstę do nieba.No ale cóż.Nie miałam czasu.Urodziłam dziecko,wywinęłam swoje życie chyba dopiero teraz na właściwą- prawą stronę. Nie mam kiedy siąść do laptopa , bo syn coraz starzy a Misiek coraz więcej pracuje. Pomijam , że mają swoje smartfony, tablety,konsole.Ale to im nie wystarcza.Więc podkradam laptopa kiedy Misiek albo zapomni go do pracy, albo jest taki kochany , że wie, kiedy córa śpi mam trochę chwili na szukanie końca interentu.A kocha mnie więc wie , że lubię tego szukać.
Dzień jak co dzień, pobudka , i tu niestety nie mogę powiedzieć , że ze wschodem słońca.A skąd! O 11 się obudziłam.Kochany Misiek zajął się dziećmi.Wstałam markotna i połamana, zaczęłam od fajki,Albo od siku,nieistotne.Misiek poinformował mnie , że dzwonił Ex , że już jedzie i za 15 min będzie bo Juniora.
-Mama pójdziemy na basen? Pyta moje dziecko kochane.
Po co ja mu to wczoraj obiecałam? Prawie 4 lata od rozwodu i jeszcze się nie nauczyłam że w poniedziałki ,były mąż spędza czas z synem.
-Może w środę myszko,dziś bierze cię tata.
Co miałam powiedzieć? Że mam sklerozę, że nawet gdyby był inny dzień to chyba też by mi się nie chciało.Jedno jest pewno.Zmobilizować się muszę.Ferie są, a ja trzymam tego bidula w domu przy kaloryferze.Może na sanki pójdziemy późnym wieczorem?To jest myśl! Sanki!
Kolejną część dnia spędziłam na rozmowie telefonicznej z Edzią.Edzia to moja psiapsiółka.Taka moja kochana bizneswoman.Ta to ma pojęcie i cierpliwość do tego co robi. Jak ona panuje nad tymi ciężarówkami? Zawsze będzie to dla mnie zagadką.ProWięc rozmawiając przez telefon, przygotowałam sobie śniadanie, zjadałam w telefonicznym towarzystwie Edzi i jakiegoś pana, z którym Misiek rozmawiał przez telefon, ale Pan był tak głośny , że momentami nie mogłam się skupić. Ex zabrał syna jeszcze przed moim śniadaniem.Nawet nie wiem jak wszedł i wyszedł bo nie końca się obudziłam.
O rany! Córcia zasnęła.Sama! Nakarmiłam ją, wsadziłam do wózka, myśląc powozimy się i ululamy.Ale usnęła właśnie bez wożenia.
Rozmyślam nad spotkaniem z koleżanką z liceum i w zasadzie ze studiów.Nie wiem czy mam siłę.Przecież nie pojadę taka rozmemłana, niepomalowana i z paznokciami , które od świątecznych porządków nie zdążyły jeszcze wrócić do normy.Pati zawsze wygląda dobrze.Zawsze super ubrana, pomalowana i na maxa odjechane buty , których ja nigdy bym nie ubrała a na niej wyglądają bajecznie.Fryzury zmienia tak często jak ja pościel.Nie do pomyślenia.Czy włosy tak szybko jej rosną czy ja powinnam częściej zmieniać pościel....Hmmmm

czwartek, 30 maja 2013

Po zaopłodnieniu przez Olę

Po  tym jak zostałam zapłodniona intelektualnie i zmobilizowana do  pisania przez kochaną Olę zdecydowałam się spróbować.  Mam za sobą sporo pozamykanych blogów ,sporo zaczętych i zapomnianych przeze mnie i resztę świata.Nie wiem jeszcze co, nie mam koncepcji... Sporo się zmieniło, ale też nie wiem czy chcę się wszystkim dzielić, nie wiem czy kogoś to interesuje- i nie liczę tu na komentarze: " pisz , pisz, czy witaj znowu". Zwyczajnie nie wiem o czym chcę pisać. Mam tylko nadzieję , że przyjdzie to jakoś samo z siebie.
W tle leci mi płyta Pezeta i chyba skupiam się na nim, a nie na tym co chcę tu pisać. W tle jeszcze usłyszałam:" może byśmy coś zjedli?" Odpowiedziałam; "mmmm możesz mi jeszcze drinka zrobić."
Rozgrzebałam internet, pootwierałam w trzy dupy zakładek, min. Instagram, stronę przedszkola, facebooka, forum fotograficzne, youtuba....i tak w tym tkwię.
No ewidentnie nie mam weny.
Ola sorry, chyba "odwykłam" od pisania :)

czwartek, 15 listopada 2012

Znowu przerwa

Wpadłam w taki wir porządków , że coraz mniej czasu spędzam w internecie. Staram się zdążyć ze wszystkim do Mikołaja. Zamierzam  ostatnie 2 tyg przed świętami spędzić na pieczeniu pierniczków, robieniu dekoracji świątecznych, wysłaniu kartek pocztowych,dekorowaniu domu,drzewek w ogródku  i oglądaniu świątecznych filmów. Nie będę już tego czasu spędzać latając po domu z wywieszonym językiem upychając wszystkiego po szafkach i robiąc byle jak, bo mało czasu.  Czy Wam też się zdarza w styczniu znaleźć jakieś dekoracje świąteczne, których zapomniałyście wyciągnąć w czasie świąt?


   Zdjęcie zamieściłam, bo wyjątkowo mnie rozczula. Jest cudowne.

piątek, 9 listopada 2012

Monotonia- ciąg dalszy.

Posprzątałam na stole, zrobiłam sobie kawę w różowym kubku, rozłożyłam laptopa i zaczynam zwiedzać.

Jeśli kilka kolejnych dni będzie wyglądało tak samo to oszaleję...


czwartek, 8 listopada 2012

Coś za mną chodzi.

Chodzi za mną dom na wsi, wyjazd w Bieszczady, wymarzony kącik do kreatywnego spędzania czasu, spacer po lesie, niezapomniane chwile z połówkiem na jakimś wyjeździe, chciałabym być nie w 5 a już w 9 miesiącu ciąży, chodzi za mną jakiś własny biznes, no coś!
Oj marzy mi się coś miłego, coś szalonego, coś co mnie rozerwie.Dokucza mi jakaś monotonia. I nie jest to spowodowane ciążą bo czuję się wręcz doskonale. Czegoś mi brakuje i nie są to witaminy na pewno :) Nie wykluczam nawet wyjścia do kościoła.

Tym czasem szukam w sieci inspiracji ( nie znajduję) Są tylko jakieś półzadowalacze. Poniżej.

Chętnie wykonałabym coś ładnego by jeszcze bardziej umilić czas oczekiwania na Boże Narodzenie. Pomysł na kalendarz adwentowy wymyślony chyba przez Kim uważam za świetny.Nie wiem czy nie zrobię podobnego z dzieckiem.


Kartki świąteczne moglibyśmy pierwszy raz wysłać w tym roku. Tylko z czego je zrobić?


W szafkach mam już posprzątane. Została tylko moja z ciuchami ale nie spieszę się z tym bo liczę , że przed świętami kupimy nową szafę...

Zmienić coś w domu.....hmmm Może.

środa, 7 listopada 2012

Ponuro

Okna mokre, przejeżdżające auta szumią ciągnąc za sobą krople wody. Nic się nie chce.Miałam w planach posprzątać, przeorganizować dziecięcy pokój, ogarnąć kuchnię. Ale jak? Brrrrr

Czekam na jakiś mobilizujący bodziec, na miłe słowo, na towarzystwo do kawy...